Pożarze pierśny, płomieniu ustny,
Bezsenne noce, senne poranki!
Bądź pochwalony i bądź rozpustny,
Uśmiechu wiernej mojej kochanki!
Choć, zasypiając, nie wie, że pieszczę,
Lecz drga opodal swymi ramiony...
Raduj mnie jeszcze i męcz mnie jeszze,
Śnie, jej biodrami w łożu wyśniony!
Pierwsza schadzka za grobem! Rozwalona brama.
Stąpaj pilnie!... Ucałuj ten po drodze krzak.
Czy to - ty? - Już zmieniona, a jeszcze - ta sama?
Upewnij!... Wzrok mi słabnie... Podaj dłonią znak!
Nie ma znaków! Od dawna już w nic się rozwiały!
Nie ma żadnych upewnień! Nikt nie wierzy w nas!...
Zmilkły śmiechy w ciemnościach i płacze ustały.
W pajęczynie po kątach zagnieździł się - czas...
Zejdź z drogi - ćmom i kwiatom!... Postroń się złudzeniom!...
Chyba najrzeczywistszy jest ten - siana stóg...
Czemu płaczesz? - Dla ludzi, oddanych istnieniom,
Ból nasz - ledwo jest dreszczem księżycowych smug.